Emilka Sędek Mirek Kołaczek - ¶lub
Emila Sędek, Mirosław Kołaczek, cz…
emilkaimirek.info
Aforyzmy i Cytaty o Diable
Diabeł - Aforyzmy i Cytaty, O Diab…
aforyzmy.org
Narty Atomic
Narty Atomic
www.nartyatomic.com
¦wietlówki

www.el-dar.com.pl
Nieruchomo¶ci Warszawa Zachodnia
Polskie Giełdy Nieruchomo¶ci
www.nieruchomosci-m…

Dobre witryny Nagrzewnice, Klimatyzacja
Nie potrzebował dalej mówić. Domysliła się całej historii. Jasne teraz było, skad znalazły się pieniadze na ten dom, sklep i ziemię. Ale cóż? Nie było to żadna niespodzianka. Zdziwiła się tylko, że ja niczym ta wiadomosć nie poruszyła. Własciwie powinna by się cieszyć strachem i niepewnoscia Litowki. Nie czuła jednak niczego, co by choć za ułamek radosci mogło uchodzić. Była znużona, to wszystko. Znużona zmęczeniem fizycznym, zwierzęcym, wyprutym z jakichkolwiek uczuć, chęci, pożadań. Ostatnio coraz częsciej wpadała w taki nastrój. Nie chciała go. Ale nie chciała wówczas tylko, gdy był poza nia. W nim nie istniało tak lub nie. Czasem, gdy budziła się w srodku nocy przy boku przygodnego kochanka, ogarniało ja przerażenie, tak nagle jasnym się dla niej stawało, iż w chwili zdawałoby się wykluczajacej samotnosć była w rzeczywistosci nie do wyrażenia samotna. Samotna samotnoscia najokrutniejsza, która każdy człowiek musi raz przeżyć, choćby to miało na niego spasć dopiero w godzinie smierci. „Ale czyż istnieje w życiu człowieka cokolwiek niezwykłego - myslała nieraz - co by jednoczesnie nie zbliżało ku smierci? Przy pewnym natężeniu uczuć, lub przy zamieraniu ich zbyt bezwzględnym, zawsze smierć zaglada nam w oczy”. Przemknęło jej przez głowę szybkie wspomnienie: przed bardzo wielu latami przeżyła to odkrycie po raz pierwszy. Nie zdażyła cofnać się. Zanim zdała sobie sprawę z czasu i z miejsca tej chwili, ujrzała mroczny korytarz, którym biegła na dzwięk dzwonka, drzwi otwierane, nagłe rozwidnienie się, a na schodach w pełnym swietle padajacym z okna na półpiętrze postać młodego legionisty. Jednoczesnie przypomniała sobie, że w kilka tygodni pózniej mówiła patrzac w oczy Pawła Siechenia: „Kiedy zobaczyłam cię wtedy po raz pierwszy, stało się ze mna cos, czego jeszcze nigdy nie przeżyłam. Zanim spytałes się, czy tu mieszkaja państwo Podhaliczowie, patrzyłes na mnie chwilę, pamiętasz? To trwało bardzo krótko, ale mnie się wydało nieskończenie długo. Nie zdażyłam nawet dobrze ci się przyjrzeć. Spostrzegłam tylko, że jestes bardzo blady i masz smutne oczy. Tylko tyle. Ale w ciagu tej sekundy, zanim usłyszałam twój głos, wydało mi się, że umieram. Nie, nie! - zaprzeczyła szybko widzac pytanie w jego spojrzeniu. - To nie było bolesne uczucie. Radosne też nie... - dodała po chwili. - Tego w ogóle nie da się nazwać”. I jeszcze raz tamtego dnia przeżyła owo uczucie zamierania, gdy zdaje się, że dawne życie uciekło, a nowe nie zdażyło jeszcze nadejsć. Było to wieczorem, na chwilę przed zasnięciem. Z krótkiej rozmowy wiele dowiedziała się o nowym lokatorze swoich opiekunów. Przydzielono mu u nich kwaterę. Był porucznikiem drugiej brygady. Niedawno, podczas walk w Karpatach, został ciężko ranny, otrzymał postrzał w lewe płuco. Własnie wczoraj opuscił szpital, lecz do całkowitego wyzdrowienia było mu jeszcze daleko, nie wiedział nawet, kiedy będzie mógł wrócić na front... Gdy leżała w ciemnosciach z zamkniętymi oczami, słyszała za sciana kroki porucznika. Nagle ucichły. I wtedy, ale jakby we snie i dlatego silniej jeszcze, przeżyła uczucie podobne do tego, które ja przeniknęło w południe stojaca w otwartych drzwiach. Majac oczy pełne tych wspomnień, nie czuła, że od kilku minut Litowka na nia patrzy. Z poczatku, chcac sprawdzić wrażenie swoich słów, rzucił na Annę wzrok krótki i podejrzliwy. Ale gdy nie zauważył w zarysie jej lekko pochylonej postaci żadnej gwałtowniejszej zmiany, uspokoił się. „Uwierzyła” - przemknęło mu przez głowę. Tym lepiej. Jesli na starosć zaczynała podobnie głupieć, dlaczego nie miałby dalej mówić? Korciło go, aby podzielić się z Anna swymi obawami w zwiazku z osoba Nawrockiego. Co znaczył jego smiech? A te pytania tak lekko, niewinnie na pozór, bez żadnej zdawałoby się ukrytej intencji rzucane? A to „musi pan milczeć?” Nie, to niemożliwe - wydało się Litowce - aby Nawrocki mógł się czegokolwiek domyslać. Skad? Jakim sposobem mógłby wpasć na trop tych starych, przebrzmiałych historii? Udawał, że wie, o tak! to co innego, udawanie i wygrywanie na tym to stała policyjna metoda. Zaplatać upatrzona ofiarę w sieć pytań, domyslników, niespodziewanych skojarzeń, aby pózniej w odpowiedniej chwili jednym rzutem zacisnać pętlę. „Ale to nie ze mna! - usmiechnał się do nieobecnego wroga - ze mna nie pójdzie tak łatwo. Jeszcze nie zna mnie”. W tej samej jednak chwili zdał sobie sprawę, że jesli jest już mowa o walce pomiędzy nim a Nawrockim, to przecież pierwsze w niej kroki przyniosły niewatpliwy triumf posterunkowemu. To on przez cały czas górował spokojem, on umknał w porę z dosć sliskiego dla siebie terenu, jemu udało się z kolei uchwycić inicjatywę w swoje ręce i najzaczepniejsze wypady przemycić pod maska niefrasobliwego i przyjaznego usmiechu. Wspomniawszy swoje zachowanie, zwłaszcza chwilę, w której tak nieopatrznie pozwolił sobie wyskoczyć ze skóry, Litowka znowu się zaniepokoił. Zrozumiał, że dopóki jakims umiejętnym posunięciem nie zaskoczy z kolei Nawrockiego, dopóty ta pierwsza porażka ze zjadliwa natarczywoscia wciskać się będzie w każda rozmowę z posterunkowym, w każda mysl o nim. Zawsze będzie już strona skazana na bronienie się, wymykanie i kluczenie. A czyż nie tego chciał Nawrocki? Czy nie tędy wiedzie droga do ostatecznego zaplatania się i uwikłania? Bezsilny gniew chwycił Litowkę. Och, gdyby mógł przychwycić tego szczeniaka, gagatka z ładna buzia i delikatnymi łapkami, wziać go w swoje obroty i rozprawić się po swojemu, raz na zawsze. Ba! tylko jak się do tego zabrać? W dużym miescie wiedziałby, co robić. Tam wystarczyłaby nocna godzina, pusta ulica. Ale tu, gdzie wszystkie zdarzenia wypływaja na wierzch jak wzdęte trupy wyparte wirami z dna rzeki? Zamyslił się. A może... taka noc jak dzisiaj, wiatr... może Anna? Uderzony niespodziewanym pomysłem, spojrzał na nia. Siedziała przed lustrem ciagle odwrócona plecami, w taki jednak sposób przechyliła głowę, iż nie ruszajac się mógł ze swego miejsca dojrzeć profil. Wyraznie rysował się na tle rozstawionego pod sciana parawanu, tylko swiatło lampy padajac z boku poszerzało cokolwiek linię policzka. Dzięki temu na pierwszy rzut oka twarz Anny wydawała się obrzęknięta. Litowce zamarły słowa, które miał na końcu języka. Uczuł w sposób nieokreslony, że powinien natychmiast odwrócić głowę. Jednak nie mógł oderwać oczu od siedzacej. Miał wrażenie, że ulega niezrozumiałemu nakazowi, równie ohydnemu i przerażajacemu, jak obraz, który go natarczywie pociagał. Musiał patrzyć. Twarz Anny, nienaturalnie nabrzmiała i blada, robiła wrażenie umarłej. A przecież żyła. Żyła w bezsilnym opadnięciu dolnej wargi, w oku jakby oslepłym, w tępym skurczu mięsni, których napięcie sparaliżowało Litowce oddech. Widział w swoim życiu wiele twarzy sciętych nienawiscia, ale w żadna z nich nienawisć nie wessała się piętnem tak szczególnym, jak w tę, która miał przed soba. Przed wielu laty na froncie zobaczył pewnego dnia ludzi zatrutych gazami. Noca rozswietlona dalekimi błyskami, wsród złowrogiej ciszy zbierano ich z pola. Na ziemi szarej, jakby przysypanej popiołem, wtłoczone w leje i wyrwy leżały nieruchome, dziwacznie pokurczone ciała o twarzach - gdy je oswietlono - straszliwie zmienionych, zsiniałych, zastygłych w natężonym grymasie. Twarz Anny zdawała się również ulec zatruciu. Była w niej ta sama upiornosć, co w tamtych ludziach z okopów: zamazanie granic pomiędzy nienawiscia, strachem i cierpieniem, wzajemne przeniknięcie tych wszystkich uczuć, milczacy osad, chłód. Ciszy w pokoju żaden szelest nie macił. To tylko dokoła, góra i bokami, wiatr bił z niezmienna zaciekłoscia, gwałtowne i czarne przypływy napierały na sciany. Jak mały i watły wydał się nagle Litowce dom! Jeszcze jedno silniejsze uderzenie i niby okręt zerwany z kotwicy zawiruje krucha łupinka wsród sprzecznych pradów, aby na oslep zanurzyć się w burzliwy odmęt. Kto zatrzyma jego bieg? Wtem cos miękkiego otarło mu się o nogi. To Makarek. Kopnał go podrażniony Maz chodzil po pokoju, szarpiac wlosy na glowie obiema rekami. - Na pokaz, na pokaz... - pomrukiwal. - Co? Na pokaz...? Czekaj, dlaczego na pokaz? - Coraz bardziej mi sie wydaje, ze to nie dla ciebie i dla mnie ta maskarada, tylko dla kogos innego. Na co on ci kladl nacisk? zeby jezdzic razem do Ziemianskiego i zebys sie wyglupial w samochodzie. Cos robil w lodzi? - Nic, zlozylem zamowienie na tafte. Moglem wyslac poczta, ale kazal mi jechac i poogladac... - No widzisz. A mnie kazali latac na spacery. I robic zakupy. Ktos musial nas widziec... - Zagladal ci kto w zeby na tych spacerach? - Nie wiem. Ale debil mi patrzyl na rece... A za kazdym razem, jak jechalismy do Ziemianskiego, ktos tam sie petal. Raz taksowka z pijakiem, raz facet na motorze... Maz zatrzymal sie przy stole, wypil resztke kawy, popatrzyl na mnie roztargnionym wzrokiem i znow zaczal chodzic. - Owszem, w tym cos jest - przyznal. - Na pokaz, mozliwe, zeby wszyscy mysleli, ze jestesmy w domu. Ale to nie to, to jeszcze nie to... Tys przedtem powiedziala cos waznego i tak mi jakos zaswitalo... Nie pamietasz, co powiedzialas? - Rozmaite rzeczy. Najbardziej mnie niepokoi to, ze ukryli wzajemne powiazania... - Czekaj, czekaj... wlasnie, ze stanowia jedna spolke... Nie, nie to. Ulokowali tu nas zamiast siebie... O, wlasnie! Wladowali tu nas zamiast siebie, podstepnie i pod falszywymi pozorami! Po jaka cholere? Ten dom ma wyleciec w powietrze, czy jak? Nagla jasnosc eksplodowala mi w umysle. Zrobilo mi sie zimno w srodku i cos mnie zaczelo dlawic. - Gdzie jest paczka dla kacyka? - spytalam gwaltownie. Maz zatrzymal sie jak wryty, spojrzal na mnie i znieruchomial z pazurami we wlosach. - Lezy w moim pokoju. Bo co...? - Oni przeciez wiedzieli, ze jej nigdzie nie zaniesiemy, prawda? Zostawimy w domu. A jezeli w tej paczce jest cos... Nie mowie zaraz bomba, ale cos szkodliwego... O rany boskie, czy ja wiem, wydziela cos, promieniuje... W powietrzu powialo przerazliwa zgroza. Maz wyraznie zbladl. - Rad...? - wyszeptal ochryple. Podnioslo mnie z fotela. - Nie wiem. Moze wybuchnie i zmiecie z powierzchni ziemi cala te chalupe albo co... Robi sie takie rzeczy, chlopi podpalaja cale wsie, odszkodowanie, tu jest polisa PZU, moze im chodzi o fikcyjna smierc... Maz odzyskal zdolnosc ruchu. Nie sluchajac dalej moich apokaliptycznych przypuszczen, runal na schody, omal nie wyrywajac drzwi z zawiasow. Rzucilam sie za nim. Wpadlismy do jego pokoju i zastyglismy oparci o biurko, patrzac na lezaca na nim paczke jak na straszliwego, jadowitego gada, chwilowo pograzonego w lekkiej drzemce. Po krotkiej chwili hipnotycznego transu, tknieci nagle ta sama mysla, rownoczesnie pochylilismy sie nad biurkiem, nasluchujac w napieciu. Nic nie bylo slychac, paczka lezala niejako w milczeniu, nie wydajac z siebie zadnych dzwiekow. - Bomba powinna cykac... - wyszeptalam niepewnie. - Ciezkie to jak cholera... - odmruknal maz. Czas jakis trwalismy w bezruchu, bez slowa, byc moze myslac, chociaz nie bylo to takie pewne. Sluszniej byloby mniemac, iz proces myslenia rowniez ulegl w nas zahamowaniu. - Co robimy? - spytalam wreszcie dramatycznym szeptem. - Trzeba sie zastanowic - odszepnal niespokojnie maz. - Chyba musimy to obejrzec... - Rozpakowac...? Kiwnal glowa, tepo wpatrzony w upiorny przedmiot, i dalej trwal w bezruchu.
Nagrzewnice, Klimatyzacja
Strona główna » Szczegóły wpisu:






Osadzone: Media » Portale regionalne

Je¶li chcesz co¶ sprzedać, kupić, wynaj±ć, zamienić lub oddać za darmo, to ten portal jest wła¶nie dla ciebie.Nowy regionalny seriws ogłoszeniowy wyposażony w 3 przegl±darki i Katalog Firm z terenu Warmii i Mazur oraz Suwalszczyzny. Każdy może dodać dowol